Pierwsze wyjście

Opublikowany przez: Tomasz Klimek

Jesteś na Mikado / Testy

Udostępnij artykuł na:

May 5, 2016

Pierwsze wyjście

Od lat mój wędkarski kalendarz wygląda podobnie. Jak co roku z niecierpliwością czekam na wiosnę. Po pierwszych zimo-pstrągowych wyprawach, bardzo często w odległe strony kraju, tęsknie już za swoją rzeką i rybami, które jako pierwsze wprowadzają mnie w kolejny spinningowy sezon.

Pierwsze wyjście nad wodę kojarzy mi się nieodzownie z przelatującymi kluczami dzikich gęsi, pierwszymi listkami na drzewach i kwitnącymi forsycjami. Coraz mocniej grzejące słońce, ocieplająca się woda, oraz wiosenne pulsowanie rzeki są dla mnie sygnałem, że pora wyruszyć na jazie i klenie.

Po pierwszym większym ociepleniu można zauważyć, że rzeka zaczyna już żyć. Ołowiana jak dotąd woda nagle zaczyna do nas „gadać” pierwszymi pluskami i spławami ryb. Z dnia na dzień ryby stają się coraz bardziej aktywne i chętniej pokazują się w górnych partiach wody. Nie zawsze jednak da się zauważyć aktywność ryb. Czasem trzeba też poczekać na odpowiedni moment, niekiedy nawet do zmierzchu. Wiosną także nie wszystkie dni będą nam sprzyjały. Nawroty zimy, czy też słoneczne wyże z nocnymi przymrozkami sprawiają, że ryby „drętwieją” i nie są tak skore do współpracy jak byśmy sobie tego życzyli. Nie trzeba się jednak zniechęcać i warto być nad wodą najczęściej jak tylko się da.

foto01

Łowienie pierwszych jazi i kleni rozpoczynam od wytypowania potencjalnych stanowisk przebywania ryb. Biorąc pod uwagę to, że wiosenna na rzeka potrafi zmieniać się bardzo szybko, nie jest to wcale takie proste. Wraz ze zmieniającym się stanem wody, ryby przemieszczają się i namierzenie dobrego miejsca w danym dniu nie gwarantuje nam sukcesu w dniach kolejnych.

Moją uwagę zwracają oddzielone od głównego nurtu wszelkiego rodzaju kamieniska z płynącą wodą. Mogą to być stare, rozmyte opaski, bądź też przelewy nad którymi płynie teraz nieśpiesznie szybciej nagrzewająca się woda.

foto 02

Kolejnym etapem przygotowań jest zestawienie i dobór odpowiedniego sprzętu. Wiadomo, zestaw na jazio-klenie powinien być lekki i delikatny. W grę wchodzą spinningi o cw. w granicach 10-18g i długości pomiędzy 270-300cm. Najczęściej stosowane są dłuższe i miękkie wędziska. Przez lata i ja, ulegając powszechnej modzie, także stosowałem długie kije, nawet do 320cm. Od kilku sezonów jestem jednak zwolennikiem krótkich spinningów i wbrew utartym schematom z powodzeniem łowię na wędki o dł. 240cm. Krótki kij daje mi dużo lepszą kontrolę nad przynętą, jest bardziej poręczny, wygodny i cięty.

Obecnie moim zdecydowanym faworytem jest Kamisori Perch 240 o cw. do 12g. W tym miejscu chciałbym od razu nadmienić, że nie jest to typowa okoniówka przeznaczona do dłubania okoni na boczny trok. Otóż, Kamisori Pech to rasowy kij z „pustą” szczytówką wykonany na blanku w technologi „NanoResign” i oplotem firmy Toray. Wyposażony w uchwyt TVS firmy Fuji, oraz przelotki Fuji Alconite na ramkach K. Całości dopełnia piękna dzielona rękojeść z pianki EVA. Wędzisko to charakteryzuje się dość szybką akcją i głębokim ugięciem, przechodzącym w parabolę pod większym obciążeniem.

Kijek idealnie współpracuje z 3-5cm woblerami, wirówkami nr 1 i 2, a także gumkami na kilku gramowych główkach. Z powodzeniem można go stosować do tradycyjnego łowienia okoni, ale także kleni, jazi i pstrągów. Moc i głębokie ugięcie kija powoduje, że przyłowy w postaci większych ryb nie powinny nam sprawiać większych problemów podczas holu.

Do wędziska dopinam kołowrotek, najlepiej w wielkości 2000. Ideałem będzie sprawdzona, solidna konstrukcja np. Golden Eye. Bezszmerowa, cicha praca, idealny nawój, precyzyjnie działający hamulec, oraz to co najważniejsze - bezawaryjność stawia ten kręciołek na najwyższej półce. Na kołowrotek nawijam najchętniej cienką plecionkę. Nihonto Octa Braid o średnicy 0,08 będzie w sam raz. Na drugą szpulę warto nawinąć żyłkę. Ja stosuję 0,16mm – Tsubame Perch i póki co jeszcze mnie nie zawiodła.

Do tego najmniejsze agrafki, krętliki i zestaw przynęt. Moimi ulubionymi przynętami są woblery. Wiosną i przy wyższej wodzie z powodzeniem stosuje nieco większe wabiki o długości 4-5cm. Mniejsze modele zostawiam sobie na lato i niżówkę. Wirówki wybieram także nieco większe, głównie nr 2 o szeroko chodzącej paletce – Focus lub Blaster. Kolory, jak kto lubi. Na moich łowiskach sprawdza się perłowo - srebrna klasyka. Koniecznie trzeba mieć modele fluo – orange i seledyn.

IMG_20160503_174730

Łowienie rozpoczynam najczęściej od moich ulubionych woblerów. Na pierwszy rzut idą wabiki w naturalnych kolorach. Jeśli nie mam brań zaczynam eksperymentować z bardziej agresywnymi kolorami. W zależności od obławianego miejsca, rzuty najczęściej wykonuję skośnie w dół rzeki i sprowadzam przynętę łukiem pod brzeg. Następnie prowadzę przynętę wolno pod prąd, często zatrzymując ją na dłuższą chwilę w co ciekawszych miejscach. W miejscach, w których woblera mogę prowadzić tylko dryfem łowię nieco inaczej. Napływam przynętą na potencjalne miejscówki podając wabik odpowiednio powyżej domniemanego stanowiska przebywania ryby. Następnie prowadzę przynętę bez kręcenia korbką tak, by przedefilowała przed pyskiem ryby. Czasem warto też zagrać przynętą podciągając, bądź odpuszczając ją delikatnie. Jeśli nie mam brań to zmieniam przynęty, lub... robię sobie przerwę. Po kilku, kilkunastu minutach rozpoczynam całą operację od nowa.

foto04

Kwietniowe klenie wprowadzają mnie łagodnie w wielkorzeczny sezon. Bardzo lubię ten okres. Już sama obecność nad budzącą się do życia rzeką przynosi mi wiele radości i daje nadzieje na kolejny udany wędkarsko rok.

foto 05A

Tomasz Klimek

Udostępnij artykuł na:

wróć do listy
bannery
bannery
AOE
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner