Zlot testerów Mikado Fishing Team oczami spinningisty – Czorsztyn 2018

Opublikowany przez: Piotr Piasecki

Jesteś na Mikado / aktualności

Udostępnij artykuł na:

July 12, 2018

Zlot testerów Mikado Fishing Team oczami spinningisty – Czorsztyn 2018

Kiedy na moją skrzynkę mailową przyszła wiadomość z zaproszeniem na zlot testerów Mikado Fishing Team, do malowniczej miejscowości Maniowy, nad Jezioro Czorsztyńskie, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. W końcu będzie okazja poznać  całą ekipę!

image

 

image

 

image

Z częścią ludzi znałem się już wcześniej, a reszta... O tym może później.


Dzięki uprzejmości mojego serdecznego kolegi Arkadiusza Chudego, zabraliśmy, a w zasadzie to on zaciągnął, moją łódkę do samego Czorsztyna. Jeszcze raz dziękuję, Arku! Łódkę odebraliśmy po drodze z Opola, odrestaurowaną i oklejoną w barwy bojowe Mikado.


Na miejsce dotarliśmy następnego dnia po południu i pomimo nieprzespanej nocki, przywitaliśmy się ze wszystkimi i czym prędzej udaliśmy się na brzeg, by zwodować łajbę i wypłynąć, wraz z Arkiem oraz Michałem, na poszukiwanie sandaczy. Było niewiarygodnie gorąco. Lampa na dworze, przez co mętnookie nie chciały gryźć. Udało nam się złowić po średnim szczupaku, po czym wróciliśmy do kei, gdzie przy ognisku czekali na nas uczestnicy imprezy.

image

Tam nastąpiło oficjalne powitanie wszystkich, tak licznie przybyłych gości z Polski i zagranicy, oraz losowanie przez sterników, swoich kompanów do wędkarskich zmagań. Ja wylosowałem Dariusza Ciechańskiego, pseudonim „Dziadek”, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Po kilku minutach znaleźliśmy się na mojej lepiance, gdzie rosiliśmy wargi świetną nalewką, zrobioną przez Dziadka, by chwilę potem zacząć snuć opowieści. Szybko zorientowałem się, że mam do czynienia ze starym wygą i prawdziwym gawędziarzem.

image

Kolejnego ranka wszyscy uczestnicy spotkali się w restauracji Cicha Woda na śniadaniu, po czym zadowoleni, pomaszerowali do swoich łodzi. Rozpoczęła się pierwsza tura zawodów. Ze względu na nagły i dość potężny spadek długo utrzymującej się, wysokiej temperatury, nikt nie wiedział, czego może się spodziewać. Czy ryby będą brały, i w których miejscach aktualnie się znajdują? Zabraliśmy jeszcze na pokład ekipę filmową i ruszyliśmy na wodę. 

image

 

image

 

image

Nie będę ściemniał. Wędkowanie na jeziorach i zaporówkach nie jest moją mocną stroną. Zdecydowanie wolę rzeki. Pomoc Dziadka i jego cenne wskazówki robiły naprawdę świetną robotę. W pierwszej turze udało nam się złowić po dwa punktowane sandacze, po czym wpłynęliśmy do portu na wikt i opierunek. Po małej sjeście, wypoczęci i z pełnymi brzuchami, wyruszyliśmy na drugą turę zawodów. Naszym celem były okonie, które zdołaliśmy namierzyć. Kiedy dopłynęliśmy z Dziadzią na miejsce, oksy meldowały się jeden po drugim. Zadowoleni, wróciliśmy. Plan wykonaliśmy w 100%. Wieczorem standardowo czekała na nas kolacja i świetna zabawa, z tą różnicą, że przy akompaniamencie góralskiej kapeli.

image

 

image

Niestety, na następny dzień mój kompan musiał wracać do domu, z tego względu dostałem w przydziale do łodzi kolegę z Czech oraz Łukasza Wierzbickiego z Warszawy. Na szczęście wieczór wcześniej zdążyliśmy się poznać i zintegrować, więc bez zbędnych ceregieli wskoczyliśmy telemarkiem na pokład mojej łodzi i wypłynęliśmy. Moim celem był szczupak, którego dzięki wskazówkom Karola Lasoty, udało się znaleźć. Niestety przegrałem walkę z 700 zębami szczupaka, tracąc rybsko. Zaraz po tym, ze względu na zbliżającą się burzę, spłynęliśmy do przystani. Udało mi się jeszcze na chwilę wypłynąć i połowić kilka krótkich sandaczy.

image

 

image

Wieczorem pożegnalna impreza. Na stole wylądował prosiak i oranżada, po czym nastąpiło wręczenie nagród zwycięzcom, którym serdecznie gratuluję.

image

Nie przepadam za zawodami, ze względu na atmosferę nie zawsze zdrowej rywalizacji, natomiast te - to zupełnie inna para kaloszy. Wszyscy wzajemnie sobie pomagali, podpowiadali i świetnie się bawili. Zlot testerów Mikado był zdecydowanie jedną z najlepszych imprez, w jakiej miałem okazję uczestniczyć. Czapki z głów dla Prezesa firmy oraz całej ekipy ludzi, która dopilnowała, by niczego nam nie zabrakło. Przez 4 dni pobytu stoły uginały się od świetnego jedzenia i picia, co z pewnością sprzyjało wieczornym gawędom, okraszonym wędkarskimi historiami. Wyjątkowy klimat i pejzaże górskie pieściły naszą duszę, a rybna woda, pomimo trudnych warunków pogodowych, dała nam trochę zdobyczy. Czy złowiłem legendarnego sandacza, potwora zamieszkującego tamtejsze wody? Niestety nie. Za to przekonałem się, co znaczy prawdziwa drużyna i jestem przekonany, że trafiłem do jednej z najlepszej ekip wędkarzy w Polsce. Nie zamieniłbym tego na 100 metrówek. Dziękuję Wam wszystkim. Do zobaczenia niebawem. 

image

Piotr Piasecki
Mikado Fishing Team


 

Udostępnij artykuł na:

wróć do listy