Wyjazd jednej ryby

Opublikowany przez: Tomasz Nierada

Jesteś na Mikado / aktualności

Udostępnij artykuł na:

June 18, 2019

Wyjazd jednej ryby

Wśród wszystkich wypraw wędkarskich, dużą cześć stanowią te, na które czeka się nie tylko z utęsknieniem, ale i planuje dokładny ich przebieg. Obmyśloną strategię często jednak weryfikuje rzeczywistość, która sama układa scenariusze. Na tak skrupulatnie przygotowaną wyprawę wędkarską wybrałem się i ja, biorąc sobie za poligon jedną z największych zaporówek w Polsce. Zapakowany po sam dach, uzbrojony po zęby, z wielkimi nadziejami, ruszyłem w środku nocy, po drodze zabierając mojego serdecznego przyjaciela.

Na miejsce dotarliśmy zgodnie z planem. Szybkim rzutem oka zweryfikowaliśmy warunki panujące nad wodą. Z uśmiechem na twarzy stwierdziliśmy, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze! Podwyższony stan wody, który spowodował zalanie nadbrzeżnych łąk i krzaków, napawał nas optymizmem. Z racji tego, że w planie mieliśmy brodzenie, w plecaki zapakowaliśmy najpotrzebniejsze akcesoria i krótki podbierak, a w rękę wzięliśmy po jednej wędce i ruszyliśmy w drogę. W takim przypadku zawsze decyduję się na możliwie najbardziej uniwersalne wędzisko, czyli takie, które w dużym komforcie pozwoli mi obsłużyć większość przynęt zaplanowanych na pierwsze wyjście. W tym przypadku wybór padł na kij castingowy Excellence Baitcast Action o długości 210 cm i ciężarze wyrzutowym do 55 gram.

image

Na początek zdecydowaliśmy się obłowić rozległą zatokę, której głębokość w środkowej części dochodzi do 3m. Miejsce to posiada bardzo urozmaicone dno, a na jego końcach znajdują się wspomniane wcześniej zalane trawy i drzewa. Ten widok rozbudzał naszą wyobraźnie o niezliczonych ilościach ryb, które mogą pływać w tym idealnym miejscu.
Niestety, parę godzin bezowocnego przerzucania, zakończyło się powrotem do bazy bez kontaktu z rybą. Pomyślałem, że może taki kubeł zimnej wody na nasze rozgrzane głowy, to dobry pomysł na początek.

W drodze powrotnej wymieniliśmy spostrzeżenia, co do pierwszego wyjścia. Doszliśmy do wspólnego wniosku, że woda w łowisku jest bardzo zimna, zdecydowanie za zimna jak na tę porę roku. Tylko dlaczego? Nasze wątpliwości szybko rozwiązał napotkany po drodze „miejscowy”, który jeszcze bardziej ostudził nasz zapał. Okazało się, że ów podwyższony od paru dni stan zaporówki, spowodowany był zejściem wody pośniegowej, co oczywiście zaowocowało zanikiem żerowania, a co za tym idzie koniecznością zmiany naszej strategii łowienia.

Drugiego dnia postanowiliśmy spróbować naszych sił w innej części zbiornika, położonej nieco niżej od wpływu rzeki. Poranek powitał nas pięknym słońcem i w doborowych humorach ruszyliśmy, tym razem w przeciwną stronę, wzdłuż nawietrznego brzegu.
Z racji niskiej temperatury wody, postanowiłem zrezygnować z jerków na rzecz mniej agresywnie pracujących przynęt gumowych. W końcu zaczęło się coś dziać i pojawiły się pierwsze barania. Były to jednak bardzo delikatne podszczypnięcia za ogon, których w żaden sposób nie mogliśmy zaciąć, nawet mimo zastosowania dozbrojek.

image

Kolejny dzień minął nam na bezrybiu. Przy wieczornym ognisku staraliśmy się przemyśleć całą sytuację i znaleźć jakieś mądre rozwiązanie. Niestety bez skutku. Wtem zadzwonił telefon. Z drugiej strony słuchawki odezwał się Łukasz, z którym nazajutrz byłem umówiony na kolejny połów. Gdy zapytał o wyniki, przedstawiłem mu naszą niezbyt pozytywną sytuację. Nie tracąc jednak nadziei, zachęciłem go do przyjazdu. Pokonanie tak dalekiej drogi nie mogło pójść na marne.

Z samego rana Łukasz dołączył do mnie w pełnej gotowości, z równie ogromną nadzieją na pomyślne łowienie. Ruszyliśmy w zupełnie inną część zbiornika. Dzień tym razem powitał nas deszczem i dość silnym wiatrem. Po dojechaniu na wcześniej wytypowaną miejscówkę, ustaliliśmy jedną zasadę – łowimy grubo, stawiając na duże gumy.

image

Kolejne godziny biczowania nie przyniosły jednak zamierzonego efektu. Postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na obiad i próbę ogrzania się. Po dłuższej chwili namysłu, bez przekonania rzuciłem propozycję, żeby jeszcze odwiedzić tę obiecującą zatokę z pierwszego dnia i tam zakończyć wędkowanie.Po dotarciu na miejsce zostały nam ostatnie dwie godziny łowienia. Postanowiliśmy maksymalnie to wykorzystać i udać się w najbardziej zarośniętą część zatoki. W myśl zasady albo grubo, albo wcale, cały czas stosowałem duże przynęty.

Minęła kolejna godzina w deszczu, postanowiłem zmienić przynętę na Magnę. Mój zrezygnowany współuczestnik wyprawy rzucił nagle: „Tomasz, to chyba nie ma już sensu”. Z bólem odpowiedziałem: „Wiem, zaraz spada…”. Niestety nie było mi dane dokończyć tego zdania. Potężne uderzenie spod samych nóg wybiło mnie z letargu, a adrenalina w moich żyłach podskoczyła do maksimum.

Przez pierwszą chwilę walka odbywała się na krótkim dyszlu w wodzie sięgającej do pasa, między zalanymi młodymi pędami wierzby. Zdążyłem zorientować się, że zaczepiony na zestawie szczupak jest dość duży i silny, nie miałem jednak jeszcze okazji go zobaczyć. Po niedługiej chwili w mętnej wodzie ukazał mi się wielki otwarty pysk. Krzycząc, zawiadomiłem Łukasza o holowanym okazie. Zauważyłem, że do brzegu prowadzi około 50-cio metrowa ścieżka, zalana do kolan wodą. Widząc, że hak solidnie wbił się w kąt pyska ryby, zdecydowałem się na doholowanie jej do brzegu. Dopiero w tym momencie mogłem zobaczyć szczupaka w pełnej krasie, orientując się jednocześnie, że właśnie ciągnę swoją życiówkę.

Zmierzyliśmy zdobycz. Było to piękne, grube 109cm!
Po pamiątkowym zdjęciu, ryba w wyśmienitej kondycji wróciła do wody.

image

Ten wyjazd nauczył mnie dwóch rzeczy. Po pierwsze wytrwałości, po drugie konsekwencji w realizowaniu swojego planu do końca. Mnie wynagrodziło to pięknym okazem, którego, choć z przygodami, udało się wyholować. Historia ta pokazuje, jak nieprzewidywalne jest wędkarstwo i jak wiele trzeba włożyć w to, by móc cieszyć się z wyników. Z wyników, które jednocześnie uskrzydlają, emocjonują i wprawiają w zachwyt. Wszystkim życzę, aby jak najczęściej mogli przeżywać tak niezwykłe chwile, które sprawią, że pragniemy ich więcej, i więcej…

I na koniec jeszcze jedna rada – nie czekajcie z Magną na sam koniec łowienia.;-)

Do zobaczenia gdzieś nad wodą.
Tomasz Nierada
Mikado Fishing Team

Tematyka: spinning, szczupak,

Udostępnij artykuł na:

Polecane produkty

Excellence Baitcast Action

Excellence Baitcast Action

Szukaliście wędki castingowej? Chcecie łowić szczupaki czy sandacze na przynęty o nieco większych niż przeciętna gabarytach to właśnie ją znaleźliście. Szybka akcja, płynne pełne ugięcie, mocny i solidny uchwyt oraz wysokiej klasy przelotki, czego chcieć więcej od wędki. Wszy...
Fishunter Magna / 335

Fishunter Magna / 335

Fishunter Magna to wynik czołowego zderzenia legendarnego kopyta Fishunter z klasycznym twisterem. Wynik tej kolizji swą skutecznością i pracą powalił nas na kolana i właśnie dlatego nie mogliśmy nie wprowadzić tej gumy do naszej oferty. Podczas jednostajnego prowadzenia korpus klasycznego fishunter...
Fishunter Magna / 127

Fishunter Magna / 127

Fishunter Magna to wynik czołowego zderzenia legendarnego kopyta Fishunter z klasycznym twisterem. Wynik tej kolizji swą skutecznością i pracą powalił nas na kolana i właśnie dlatego nie mogliśmy nie wprowadzić tej gumy do naszej oferty. Podczas jednostajnego prowadzenia korpus klasycznego fishunter...
Proclaim

Proclaim

Nowość na 2016 rok, multiplikator niskoprofilowy najwyższej klasy! Dzięki zastosowaniu super wytrzymałych kompozytów grafitowych do budowy korpusu, kołowrotek jest wyjątkowo lekki, a zarazem wytrzymały. Imponująca specyfikacja techniczna ukazuje w pełni możliwości tej maszynki. Multiplikator polecan...
wróć do listy
bannery
bannery
AOE
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner
  • banner