Chimeryczne karpie

Opublikowany przez: Marcin Wieczorek

Jesteś na Mikado / aktualności

Udostępnij artykuł na:

November 19, 2018

Chimeryczne karpie

Nie zawsze "książkowo".

Z jednej strony- zimny wiatr, przelotne opady deszczu i bardzo niska odczuwalna temperatura powietrza, a z drugiej strony argument zawarty w słowie "pasja". Słowo potrafiące rozwiać wszelkie wątpliwości, związane ze sposobem spędzenia wolnego czasu, nawet w tak niesprzyjających okolicznościach przyrody. Oczywiście chodzi mi o listopadowy wyjazd na karpie. W związku z tym, że obchodzimy w tym roku setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, postanowiliśmy, że i my uczcimy na swój sposób to Święto. Założenie było takie, że zasiadka ma trwać 100 godzin, a łączny ciężar złapanych ryb ma przekroczyć sto kilogramów. Tym samym chcieliśmy zakończyć sezon 2018 i fotorelacją podziękować za nasz pierwszy rok współpracy z firmą Mikado.

image

Dzień pierwszy. Pogoda nam wyjątkowo sprzyjała. Niebo było bezchmurne i bezwietrzne, co umożliwiło nam szybkie przetransportowanie łodziami całego wyposażenia na drugi brzeg jeziora. Rozstawienie namiotów i pozostałego sprzętu w takich warunkach, przebiegało bardzo sprawnie. Pozostało nam teraz wytypować miejscówki, w których położymy zestawy. Dwie wędki Adama obstawiły trzciny po naszej lewej stronie, moje dwie położyłem po stronie prawej, również przy trzcinach, i po jednym zestawie ulokowaliśmy na głębokości 5m na wprost w głąb jeziora. Przynętami były kulki własnej roboty o zapachu kałamarnicy, w różnych konfiguracjach z orzechami tygrysimi. Popołudnie i wieczór minął nam na błogiej sielance. Było ciepło i słonecznie, jak na tę porę roku. Nadszedł wieczór i około godziny 23:00 z łóżek poderwał nas dźwięk sygnalizatora. Niestety sygnalizator po chwili ucichł, a hanger pozostał w bezruchu. Wniosek, jaki nam się nasunął, to że karpie są bardzo ostrożne i delikatnie zasysają nasze kulki.

image

Dzień drugi przywitał nas typową angielską aurą. Było bardzo pochmurnie i padał rzęsisty deszcz. Ten stan rzeczy nie zmienił się do wieczora. Chciałbym tu nadmienić, że na drugim końcu jeziora, od trzech dni trwała zasiadka naszych nowo poznanych kolegów. Właśnie dopiero tego ranka udało im się złapać dwa karpie. Była to dla nas wskazówka, że może niekoniecznie dobra pogoda idzie w parze z dobrymi braniami. Pełni nadziei, późnym popołudniem przystąpiliśmy do sprawdzenia zestawów końcowych i do zamiany przynęt na świeże. Jednak cała strategia pozostała bez zmian – zestawy powędrowały we wcześniej wytypowane miejsca. Niestety rezultat był taki, jak dnia poprzedniego – jeden krótki odjazd i cisza. Jak się okazało, nasi koledzy tej nocy, w godzinach wieczornych, ponownie wyholowali dublet i tym też akcentem zakończyli swoją zasiadkę.

image

Dzień trzeci – zmiana taktyki. Zrezygnowaliśmy z miejscówki na głębokiej wodzie i wszystkie zestawy powędrowały na płytkie miejsca przy trzcinach. Dodatkowo postanowiłem na swoich włosach pozakładać tylko i wyłącznie orzechy tygrysie. Wykorzystując fakt, że chwilowo nie było opadów deszczu, wypłynęliśmy sprawdzić kamerką nasze miejscówki pod względem obecności zanęty. Mimo tego, że nie nęciliśmy dużo (około 10 kulek i garść orzecha tygrysiego na zestaw) to nie wszystko było zjedzone. Postanowiliśmy poprzestać tylko na zanęcie w postaci woreczków PVA i obsypania miejscówki garścią orzechów. O godzinie 21.00 nastąpiło pierwsze branie. Najpierw delikatne, pojedyncze "piki", a następnie typowe "rolowanie". Adam chwycił wędkę, ja podbierak i w jednej chwili byliśmy w łódce. Od razu zaskoczyła nas wysoka fala i silny wiatr. Nie bez trudu dopłynęliśmy do trzcin, a tam okazało się, że karp głęboko w nie wpłynął. Co prawda o tej porze górna część tych roślin jest krucha, ale pokonanie trzydziestometrowego pasa takich zasieków, sprawia mimo wszystko wiele trudności. W końcu dopłynęliśmy do naszej zdobyczy. Czekała na nas, owinięta zestawem dookoła pęczka trzcin. W tym momencie z pomocą przyszedł nam niezastąpiony podbierak ze sztywną obręczą. Tylko tego typu podbierakiem można szybko, sprawnie i bezpiecznie wyholować karpia, który w każdej chwili, jednym gwałtownym ruchem, może zerwać się z zestawu. Nie jest on, bowiem amortyzowany elastycznością wędki, ani rozciągliwością żyłki. Strata w takiej chwili nie należy do przyjemnych przeżyć, a dodatkowo ryba może się bardzo pokaleczyć, rozrywając sobie hakiem otwór gębowy. Po powrocie na brzeg, szybko zważyliśmy zdobycz (16,4kg) i ulokowaliśmy ją w worku do bezpiecznego przetrzymywania ryb. Głównym celem tego zabiegu była planowana rano sesja zdjęciowa, ale jednocześnie takie postępowanie umożliwia rybie regenerację sił, utraconych podczas holu i przy dobrej widoczności, dokładną dezynfekcję wszystkich ran. Często zdarza się, że ukłucie karpia hakiem, nie jest jedyną raną wymagającą opatrzenia. Widzieliśmy już karpiszony okaleczone przez inne zwierzęta (ryby, ptaki, wydry). Jeszcze jedną zaletą przechowywania karpia w worku jest możliwość sprawdzenia, czym ryba w ostatnim czasie się żywiła. Na podstawie resztek niestrawionego pokarmu wiemy, czy dany delikwent był w naszym łowisku i czy korzystał z naszej stołówki. 

image

Wracając do dalszego ciągu naszej listopadowej zasiadki. Noc była strasznie zimna. Wiał silny, porywisty wiatr i dodatkowo, co jakiś czas popadywało. Około 4.00 nad ranem kolejne branie. Sytuacja analogiczna do poprzedniej – zmaganie się z falami, silnym wiatrem, przedzieranie się przez trzciny i podebranie czekającego tam na nas "miśka". Po raz drugi zaszczytna rola podbierającego na tej zasiadce przypadła mojej osobie. W zasadzie przez większość sezonu to Adam służył mi pomocą i asekurował. Nadszedł, więc czas, żeby się odwdzięczyć. Mieliśmy w dwóch workach dwie ryby i sądziliśmy, że na tym koniec. Specyfiką tego łowiska jest to, że karpie biorą tu tylko nocą, ale jak się okazało o 6.20 mieliśmy kolejny odjazd i po raz kolejny z tego samego miejsca. Niestety, tym razem po przedarciu się przez pas trzcin okazało się, że ryba się spięła.

Dzień czwarty to sesja zdjęciowa i... kolejna zmiana taktyki. Mój jeden zestaw również został umiejscowiony przy trzcinach, po lewej stronie, skąd były poprzednie brania. Na wszystkich włosach wylądowały zanęty, które przyniosły efekty w postaci ryby, czyli squid z orzechem tygrysim. Nadeszła ostatnia doba naszej zasiadki. Po ostatniej nocy byliśmy fizycznie wyczerpani, ale za to bardzo optymistycznie nastawieni. Niestety okazało się, że ryby postanowiły umożliwić nam wypoczynek i przespaliśmy bez przeszkód całą noc. Z sygnalizatorów nie wydobył się żaden dźwięk.

image

Nadszedł czas na podsumowanie listopadowej zasiadki. Założone na początku cele, nie do końca udało się osiągnąć. Do stu kilogramów zabrakło nam niemalże siedemdziesięciu, natomiast w pełni przetrwaliśmy założone sto godzin, biwakując w listopadowej aurze. Jeśli chodzi o "nieksiążkowe" zachowania karpi, to po pierwsze – wpływ ciśnienia atmosferycznego na brania ryb. W dniu, w którym nasi koledzy wyholowali cztery karpie, ciśnienie powietrza wynosiło około 1029-1030hPa. Było, więc bardzo wysokie. Adam złapał dwie ryby przy delikatnym spadku ciśnienia, czyli około 1027hPa. Wniosek – moim zdaniem wysokie ciśnienie nie może być decydującym argumentem, przemawiającym za brakiem brań. Druga kwestia to brania z płytkich miejsc, podczas wysokich fal i przy temperaturze wody poniżej 10 stopni. Oba te przypadki mogą być wyjątkami potwierdzającymi regułę. Niemniej jednak, takie spostrzeżenia komplikują i urozmaicają nam obieranie karpiowej strategii.

image

image

Podsumowując współpracę z Mikado zauważyłem, że produkty przez nich tworzone, są w pełni przemyślane i mają swoje praktyczne zastosowanie. Wynika to zapewne z tego, że ludzie odpowiedzialni za projekty produktów Mikado, są praktykami wędkarskiego rzemiosła. Dobrym tego przykładem jest worek do ważenia i przetrzymywania ryb Territory IS14-R704 oraz podbierak M-NET S16-8070. Cieszę się, że większość z tych osób udało mi się poznać osobiście. Serdecznie ich z tego miejsca pozdrawiam. Rok 2018 uważam za zakończony.

Marcin Wieczorek
Mikado Fishing Team

Udostępnij artykuł na:

Polecane produkty

Podbierak M-NET S16-8070

27670-podbierak-mnet-s168070

Podbierak M-NET S16-8070

Szeroka rodzina nowoczesnych podbieraków wytworzonych z najwyższej jakości surowców i materiałów. Nowością w tego typu produktach jest zastosowanie metalowego łącznika rękojeści z ramą podbieraka. Wytwarzane do tej pory z plastiku łączniki stanowiły najsłabszy element podbieraka, często się łamiąc. ...
Worek do ważenia Carp Territory IS14-R704

26858-worek-do-wazenia-carp-territory-is14r704

Worek do ważenia Carp Territory IS14-R704

Pływający worek do ważenia i przetrzymywania złowionych ryb. Duży i bardzo mocny suwak gwarantuje bezpieczne przechowywanie ryby. Suwak posiada zabezpieczenie, dzięki czemu żadna ryba nie wymknie się z worka. Na sznurku znajduje się pływak, który pokazuje w gdzie znajduje się ryba.
wróć do listy