Wędkarstwo – moja pasja

Ten artykuł dostępny jest także w języku: angielski, rosyjski

Moja przygoda z wędkarstwem rozpoczęła się bardzo dawno temu. Dziesiątki tysięcy przebytych kilometrów, setki odwiedzonych zbiorników i rzek oraz niezliczona ilość zawodów, w których miałem szczęście uczestniczyć, dały mi pokaźny bagaż doświadczeń, którym chcę się z Wami podzielić. Czas poświęcony wędkarstwu a zarazem prawie całe swoje wędkarskie życie spędziłem głównie na zawodach spławikowych, spinningowych oraz podlodowych. Muszę przyznać, że z perspektywy czasu czułem się tam jak przysłowiowa „ryba w wodzie”.

_DSC0446

Ostatnio jednak, zmotywowany chęcią szukania nowych doświadczeń i wyzwań, dodałem do wachlarza swoich zainteresowań również zawody muchowe. Można powiedzieć, że w tej dziedzinie jestem jeszcze „świeżakiem”, natomiast z każdym wyjazdem uczę się czegoś nowego, często zaskakującego.

_DSC0980

Poprzednie lata jak już wcześniej wspomniałem, opierały się przede wszystkim na uczestnictwie w zawodach, natomiast treningi zaliczałem do luźnych wypadów. Ten stan rzeczy spowodował, iż nawet na stricte rekreacyjnych wyjazdach skupiałem się podobnie jak w przypadku treningów na testowaniu, sprawdzaniu oraz porównywaniu technik.

W przypadku zawodów, cała sytuacja komplikuje się zarówno dla zawodników jak i dla organizatorów.

Każdy organizator marzy o tym, by uczestnicy osiągali jak najlepsze wyniki. Niemniej jednak, musi on sprostać takim wymogom jak pomieszczenie znacznej grupy wędkujących na wybranym łowisku, zapewnienie dogodnego dojazdu czy chociażby niewielkiego dystansu pomiędzy miejscem rozegrania a zakwaterowaniem. Te wszystkie elementy wymuszają wybór takiego łowiska, które niestety często nie pokrywa się z rejonami przebywania jak i intensywnego żerowania ryb w określonym czasie i dniu zawodów. W takiej sytuacji, jako zawodnicy chcący osiągnąć jak najlepsze wyniki, jesteśmy zmuszeni dopasować się do zaistniałych warunków, które zazwyczaj znacznie różnią się od tych, z jakimi mamy do czynienia na co dzień w przypadku prywatnych wyjazdów.

_DSC0369

Uciekając od wcześniej wspomnianej polskiej rzeczywistości, miałem również okazję poznać rybne łowiska poza granicami naszego kraju. Stanowiły one dla mnie nieprawdopodobne wyzwanie oraz ciekawą przygodę. Związane to było przede wszystkim z faktem, iż zbiorniki zagraniczne zawsze były bardziej rybne, niż nasze, co pozwalało na zabawę w postaci selekcjonowania dużych ryb. Postaram się w najbliższym czasie podzielić z Wami wiedzą o tych terenach oraz o niesamowitych możliwościach, na jakie mogłem sobie tam pozwolić.

DSC_1179

Wracając na ziemię powiem, że mieszkam w Lublinie i bardzo cenię sobie bogactwa, jakie można znaleźć w pobliżu. Z tego też powodu, jak tylko wygospodaruję 2-3 godz. wolnego czasu, staram się jak najszybciej podskoczyć nad wodę. Mimo sentymentu do lubelskich wód, muszę powiedzieć, iż nie są one łatwe i „proste w obsłudze”. Duża presja wędkarska oraz częste odwiedziny wędkarzy powodują, iż ryby te naprawdę dużo widziały, przez co automatycznie wzrosły ich wymagania. Można powiedzieć, że jest to trochę tak jak w przypadku kobiet. Dlatego też, bardzo przydatne na tych terenach okazało się wcześniej wspomniane zawodnicze podejście, polegające na dopasowaniu charakteru swojego wędkowania do warunków, które spotykamy nad wodą. Choć podejście to niestety nie ma wiele wspólnego z naszymi przyzwyczajeniami czy preferencjami, kształtowanymi w trakcie naszej wędkarskiej drogi, to okazuje się ono bardzo praktyczne na tych zdeptanych, przez wędkarzy wodach. Okazało się, bowiem, że choć łowię te same gatunki ryb, to w tak różnych warunkach muszę użyć innego sposobu, sprzętu jak i przynęt.

Dlaczego? Ryby, by móc egzystować w określonym środowisku, musiały się do niego przystosować. Istotnym jest, iż ich przystosowanie następuje znacznie wcześniej niż wędkarzy, ponieważ zmuszone są żyć i bytować w danym środowisku na co dzień. Ta krótka myśl miała na celu przekazanie dwóch podstawowych informacji: pierwsza mówiąca o tym, iż istnieje wiele sposobów na łowienie tego samego gatunku ryb oraz druga oparta na założeniu, że jeżeli ryby przystosowują się do środowiska, w którym żyją – my również musimy się do niego przystosować. Na szczęście,  przy tak wielu skomplikowanych założeniach zawsze pomagało mi przeświadczenie – „ryby są wszędzie”! a nam pozostaje tylko je złowić.

_DSC1145

Złowiłem w życiu naprawdę wiele ryb i zawsze uważałem się za szczęściarza, ponieważ woda była dla mnie nadzwyczaj szczodra. Nie wiem czym na to zasłużyłem, natomiast wiem, że zawsze traktowałem ryby jak skarb, z którego należy się cieszyć i dzielić spostrzeżeniami w taki sposób, by inni mogli również te skarby dostrzec.

_DSC0556

Od kilku lat współpracuję z firmą Mikado jako tester sprzętu wędkarskiego. Traktuję tę funkcję nie tylko jako zobowiązanie, ale również swoistego rodzaju wyzwanie, z którego postaram się jak najlepiej wywiązać. Zależy mi przede wszystkim na tym, by być wobec Was czytelników uczciwym, opisywać zdarzenia, które naprawdę miały miejsce, bez zbędnego naciągania sytuacji. Każdy z nas na pewno wie, że poziom opisów asortymentu wędkarskiego tak w katalogach jak i periodykach, zazwyczaj jest bardzo szczegółowy i bogaty. Choć jest on tak obszerny, niestety nie odpowiada na zasadnicze pytania, chociażby:

- jak należałoby wykorzystać zalety danego sprzętu w odniesieniu do konkretnej sytuacji oraz jak bardzo może on nam pomóc w porównaniu z innymi wędkarskimi akcesoriami?

Moim skromnym zdaniem odpowiedź na podobne a zarazem kluczowe pytania jest możliwa tylko i wyłącznie po dokładnym, rzetelnym opisie łowiska.

sum 066

Na początek proponuję Lubelskie morze a mianowicie Zalew Zemborzycki – ale to następnym razem!

Pozdrawiam Waldek

Tagi: , ,

Galeria

dscf0885_edited2 sam_4264_edited dscf1269_edited obraz-042_edited

Partnerzy

Facebook

YouTube